Termin na wniosek o upadłość spółki — od kiedy liczyć 30 dni
To najczęściej rozstrzygający moment w całej sprawie zadłużonej spółki. Jeśli wniosek o upadłość złożono w terminie, zarząd zwykle unika osobistej odpowiedzialności. Jeśli spóźniono się o kilka miesięcy — wierzyciel sięga po prywatny majątek. Wyjaśniamy, od którego dnia liczy się ten termin.
Ile czasu ma zarząd
Prawo upadłościowe daje zarządowi 30 dni od dnia, w którym wystąpiła podstawa do ogłoszenia upadłości. W tym czasie należy złożyć w sądzie wniosek o ogłoszenie upadłości spółki. Obowiązek ciąży na każdym członku zarządu osobno — nie można się zasłonić tym, że „miał to zrobić prezes".
Cała trudność nie polega na policzeniu trzydziestu dni. Polega na ustaleniu, od którego dnia je liczyć.
Kiedy spółka jest niewypłacalna
Podstawą do ogłoszenia upadłości jest niewypłacalność. Prawo upadłościowe opisuje ją na dwa niezależne sposoby — wystarczy, że zachodzi jeden z nich.
Pierwszy: utrata zdolności do regulowania wymagalnych zobowiązań pieniężnych. Chodzi o stan trwały, nie o chwilowy zator płatniczy. Ustawa wprowadza tu domniemanie: jeżeli opóźnienie w wykonywaniu zobowiązań przekracza trzy miesiące, przyjmuje się, że spółka utraciła tę zdolność. To domniemanie można obalić, ale ciężar spada na zarząd.
Drugi, dotyczący osób prawnych: zobowiązania przekraczają wartość majątku. Tu również liczy się trwałość — stan taki musi utrzymywać się przez okres przekraczający dwadzieścia cztery miesiące. Spółka może więc mieć ujemny kapitał i formalnie jeszcze nie być niewypłacalna w tym rozumieniu.
Praktyczna konsekwencja: moment powstania niewypłacalności ustala się później, w procesie, na podstawie ksiąg rachunkowych i historii płatności. Biegły potrafi wskazać datę o wiele wcześniejszą, niż wydawało się zarządowi. Dlatego dokumentacja finansowa z okresu poprzedzającego kłopoty jest w tych sprawach dowodem numer jeden.
Jak liczyć termin w praktyce
Trzydzieści dni biegnie od dnia powstania podstawy do ogłoszenia upadłości — czyli od dnia, w którym spółka stała się niewypłacalna, a nie od dnia, w którym zarząd to zauważył lub przyjął do wiadomości. Subiektywne przekonanie, że „jeszcze się z tego wyjdzie", nie wstrzymuje biegu terminu.
Alternatywą dla wniosku o upadłość bywa postępowanie restrukturyzacyjne. Artykuł 299 KSH wprost wymienia otwarcie restrukturyzacji obok wniosku o upadłość jako okoliczność zwalniającą — pod warunkiem, że nastąpiło w tym samym, właściwym czasie. Restrukturyzacja podjęta zbyt późno nie ratuje zarządu tak samo, jak spóźniony wniosek o upadłość.
Co grozi za spóźnienie
Niezłożenie wniosku w terminie uruchamia kilka niezależnych konsekwencji naraz:
- Odpowiedzialność osobista wobec wierzycieli spółki na podstawie artykułu 299 KSH — w praktyce najdotkliwsza.
- Odpowiedzialność odszkodowawcza przewidziana w samym Prawie upadłościowym, za szkodę wyrządzoną niezłożeniem wniosku w terminie.
- Zakaz prowadzenia działalności gospodarczej i zasiadania w zarządach oraz radach nadzorczych — sąd może go orzec na kilka lat.
- Odpowiedzialność za zaległości podatkowe i składkowe spółki, gdzie terminowy wniosek również jest podstawową przesłanką zwalniającą.
Zależność jest więc odwrotna, niż podpowiada instynkt: wniosek o upadłość złożony w terminie nie jest przyznaniem się do porażki, tylko najskuteczniejszym zabezpieczeniem prywatnego majątku zarządu. Odwlekanie go w nadziei, że sytuacja się poprawi, to najczęstsza przyczyna spraw, które trafiają do nas rok później.